Trening to zespół świadomie wykonywanych czynności i procesów mających na celu podniesienie umiejętności fizycznych lub psychicznych.
Wynikiem treningu fizycznego jest adaptacja i wzrost poziomu cech motorycznych związanych z daną dyscypliną sportu. Całe życie jest formą treningu, uczymy się chodzić, mówić, poznajemy matematykę, języki obce oraz inne umiejętności. Osobie aktywnie trenującej dowolną dyscyplinę, można zadać wiele konkretnych pytań; podstawowe z nich to: “…co trenujesz?“, “…po co trenujesz?” oraz “…dlaczego tak trenujesz?“.

Nie inaczej jest z treningiem obsługi broni palnej.

Wiele osób zaczyna w dzieciństwie od zabawek, awansując do broni pneumatycznej, później, często na skutek kontaktu z wojskiem, mają do czynienia z obsługą broni długiej, maszynowej na działkach i armatach kończąc. Bardzo istotnym, wręcz podstawowym pojęciem sztuki treningu jest wizualizacja. Wizualizacja celów, osiągów i zamierzonego efektu końcowego.
Bokser walący pięściami w worek treningowy wizualizuje sobie przeciwnika, mistrz Kenjutsu tnąc mieczem powietrze ma przed sobą obraz atakującego go samuraja, ewentualnie nunczako karatecznika. Tak samo trenuje żołnierz. Strzelając do tarczy na 100m, z pozycji leżącej, w domyśle strzela do wroga narodu, bez imienia i twarzy. Jest oceniany na skupienie i punkty. Lepiej trafić w 9 niż w 8, lecz za polem tarczowym kryje się synteza celu jego treningu jakim jest porażenie przeciwnika z broni palnej możliwie szybko na możliwie dalekim dystansie. Na późniejszych etapach szkolenia, cel staje się bardziej realistyczny. Za Figurą Bojową nr 27 powszechnie znaną jako “bolek i lolek” kryje się wizualizacja obsługi karabinu maszynowego nieprzyjaciela. Popularne kursy strzeleckie generalnie dzielą się na poziom podstawowy i zaawansowany, ale te bardzo deficytowe w j. polskim słowa zostały oczywiście zastąpione angielskimi basic i advanced (wymawiane BEJSIK / AWANSED np: “…byłem na BEJSIKU, teraz jadę na ADWANSA…”). Wizualizacja celu z każdym poziomem staje się bardziej wyraźna i realistyczna.
Niestety, żaden z powyższych szablonów treningowych nie ma odniesienia do ostatnich pokazów strzelectwa artystycznego, których jestem świadkiem dzięki stałemu dostępowi do internetu i serwisu dżutub. Jako osoba niepotrafiąca strzelać, której lekarz zabronił już kiedykolwiek dotykać broni, zawsze jestem głodny wiedzy praktycznej a internet jest jedyną formą kontaktu z bronią jaka jest dla mnie relatywnie bezpieczna. Obserwuję teraz początek zjawiska określanego przez biegłych jako faza ultra paradoksalna w klasycznej typologi Pawłowa. Moje obserwacje przedstawiam poniżej w trzech aktach.
Akt 1 – Circo Massimo

Moją uwagę przykuł włoski Instruktor, znany z zamiłowania do asfiksjofilii autoerotycznej, lusterek i balonów oraz gigantycznych zegarków ciekłokrystalicznych (podejrzewam że ma bardzo poważną wadę wzroku). Na opublikowanym filmie, oprócz stałych elementów jego rutyny rodem z lat świetności szkoły w Julinku (batuta dowolna oraz żonglerka improwizowana), szczególną uwagę należy zwrócić na mimikę twarzoczaszki. Konkretnie to co ten facet odpierdala z zębami i ustami. Podczas strzelania, Instruktor popada w szereg perseweracji zagryzając zęby i wykrzywiając twarz w potwornym grymasie wysiłku. Robi to w fantastycznym tempie. Szybciej niż strzela. A strzela bardzo prentko. Prawdopodobnie jest to skutek trwałego uszkodzenia mózgu, klasyfikowaną jako afazja Wernickiego. Napierdalany za młodu pałą i karmiony rtęcią, dążył do odzyskania swojej tożsamości i statusu społecznego po upośledzeniu wzrostu (długo się zastanawiałem czy to napisać, ale wspomniany Instruktor jest karłem, co jest faktem i nie pozostaje bez znaczenia dla tła psychiki jego przekazu). Instruktor wstąpił do policji lub innej uzbrojonej formacji mundurowej mającej na celu zastąpienie nieobecnego w dzieciństwie ojca. Tam nabył w majestacie prawa pewien status i władzę jaką obdarzył go mundur i dostęp do broni palnej. Nie będąc w stanie realizować się fizycznie odrzucany przez kolejne potencjalne partnerki, popadł w spiralę świata fantazji w której zabija wyimaginowane cele – prawdopodobnie to są projekcje jego oprawców z dzieciństwa. Otoczony wszystkimi możliwymi atawistycznymi atrybutami męskości: zarost syberyjskiego drwala, okultystyczne tatuaże nordyckich bogów, amulety i bransolety pomniejszych bożków, lustrzane okulary pilota  i oczywiście broń – idealna manifestacja kultu fallicznego – codziennie przeżywa dziecięcą traumę. Cele są blisko, nieuchwytne, ruszają się na długich tyczkach. Symbolika złamanej psychiki. Teraz odgrywają w teatrze rozdwojonej jaźni upiorne sceny z dzieciństwa, kiedy był zbyt słaby żeby bronić rodzeństwo przed kolejnymi opresjami zadawanymi przez konkubentów wiecznie pijanej matki. Nie będąc w stanie realizować się profesjonalnie w służbie (ilość filmów na dżutube odwrotnie proporcjonalna do merytoryki jego przekazu), stwarza własny świat w którym opanowane przez niego do perfekcji, wyimaginowane konkurencje strzeleckie, stale pozycjonują go na szczycie stworzonej przez siebie piramidy bałwochwalców. Kiedy zrozumiemy poprawnie ten mechanizm traumy, którego efektem są miliony dżutubowych wyświetleń, nabierzemy dystansu i empatii do tego miłego w kontakcie osobistym lecz bardzo groźnego, pacjenta

 
Jakim mechanizmem kierowało się Dowództwo Wojsk Specjalnych, zapraszając na szkolenie cyrkowego karła, pozostaje poza moim horyzontem percepcji. Interesujący jest medialny transfer wartości, który nastąpił po jego wizycie. On może teraz mówić że szkolił jednostki specjalne w Polsce, tym samym certyfikuje zewnętrznie swoje symptomy choroby psychicznej (pamiętajmy że w afazji Borki-Wernickiego pacjent nie ma świadomości choroby!). Natomiast co może powiedzieć DWS? Cóż, teraz mogą powiedzieć że byli na pokazie w cyrku. Że nie ma żadnej innej propozycji szkoleniowej? Że dopuszczają możliwość transferu umiejętności z takiego źródła do własnej rutyny szkoleniowej? W domyśle program szkoleniowy wojska specjalnych jest tak słaby, że nawet na poziomie decyzyjnym szef szkolenia nie jest w stanie wyłapać upośledzonego psychicznie człowieka proponującego farsę. Zrozumiała jest jeszcze forma festynu, podczas którego zbierane są środki na jego leczenie. Może się mylę, w końcu chorego przyjmujemy  w jego świecie i tak naprawę DWS miał świadomość i to była tylko taka forma terapii PTSD. Pozostaje mieć taką nadzieję.
Akt 2 – Grudziądz nocą

Kiedy podczas treningu na strzelnicy, Policjant krzyczy “STÓJ POLICJA!” przed oddaniem strzałów do tarczy, mamy do czynienia z wizualizacją.

W najprostszej wersji, możemy sobie wyobrazić złoczyńcę, dobywającego broń, lub wykonującego czyn bezpośrednio zagrażający życiu i mieniu znacznej wartości. Widząc takie zdarzenie Funkcjonariusz, okrzykiem identyfikuje się jako przedstawiciel prawa i wzywa do zatrzymania. Na ten okrzyk, na taką procedurę, zachodnia cywilizacja pracowała trzy tysiące lat. Wezwanie jest propozycją dialogu, jest kulturą słowa i pojednania. Pokojowym rozwiązaniem, zaproszeniem do negocjacji, mimo przewagi jaką daje wyszkolenie, uzbrojenie i siłą państwa, stojąca za funkcjonariuszem.

Nawet drugi okrzyk: “STÓJ BO STRZELAM!” jest kontynuacją tego dialogu, funkcjonuje bardzo wysoko w warstwie komunikacji interpersonalnej. Jest propozycją uniknięcia negatywnej konsekwencji. Jest również demokratycznym zaproszeniem do poniesienia odpowiedzialności za własne czyny w ostatecznej manifestacji wolności jednostki. Wszystko jest dopuszczalne, są jedynie konsekwencje. Reakcja wymaga od adresata takiej sentencji szybkiej, i pozytywnej interpretacji negatywnych skutków odrzucenia takiego wezwania.

Do dzisiaj propozycja użycia śmiercionośnej siły przez funkcjonariuszy, w postaci strzałów bez ostrzeżenia lub wykorzystania strzelców wyborowych z dystansu budzi kontrowersje. Jest to naturalny odruch, gdyż jako cywilizacja zachodu, która skutecznie rozdzieliła rząd od kościoła i podzieliła państwowość na odrębne piony legislacyjne i wykonawcze, wzbraniamy się naturalnie przed ostatecznym wymierzeniem kary, jaką jest śmierć, bez wcześniejszego procesu. Jest to bezpośrednie odrzucenie chrześcijańskiej idei odkupienia grzechu, na której jest zbudowana europejska kultura. Strzelając bez ostrzeżenia negujemy niepodważalną możliwość nawrócenia każdej duszy i świadomego wyznania grzechu oraz nieuchronną pokutę. Nie dajemy szansy dla nadziei jaką niesie słowo. Te wszystkie wartości kryją się pod tym banalnie prostym ostrzeżeniem: “POLICJA STÓJ BO STRZELAM!”

Jak w takim wypadku wytłumaczyć można ćwiczenia strzeleckie polegające na oddaniu serii strzałów stojąc 1m od celu z pozycji spoczynku? Zastanawiam się, co dzieje się w umyśle takiego strzelca i jaka jest sytuacja, którą sobie wizualizuje.

Policjant, nawet antyterrorysta, wchodzi do akcji z pewnym zamiarem i wyprzedzeniem. Jeżeli jest wzywany do sytuacji groźnej, np. “…szwagier zabił kuzyna siekierą…” – może się przygotować – przeładować broń zanim wejdzie do akcji, wrzucić granat hukowo-błyskowy, który ma obezwładnić – przecież nie zabić. Jeżeli działa z zaskoczenia, nagle, jest świadkiem zajścia, ma ono miejsce w czasie, rozwija się. Jak często idąc po ulicy dostajemy siekierą w plecy, albo spada nam na głowę lodówka? Nawet jeżeli już sięgając po broń, krzycząc “POLICJA!”, wie że za chwilę jej użyje, występuje, powinna wystąpić, minimalna pauza przed naciśnięciem spustu. To jest punkt decyzyjny. Decyzja o użyciu broni. Skomplikowana. Prawdopodobnie najtrudniejsza decyzja w życiu, której nikt zdrowy nigdy nie chce podjąć. Nawet jeżeli ta decyzja następuje pomiędzy momentem dotknięcia broni w kaburze, a zgraniem przyrządów i naciśnięciem spustu, następuje świadomie. Jak więc wytłumaczyć przejście ze stanu zupełnego spoczynku, rozluźnienia przed celem, do oddania serii śmiertelnych strzałów dwie nanosekundy później na skutek dźwięku elektronicznego budzika?

Zastanówmy się nad kontekstem cywilnym. Obrona domu odpada. Jeżeli w środku nocy obudzi nas dźwięk tłuczonego szkła, zanim sięgniemy po broń, zanim zorientujemy się że Sasza Igorovich wali w drzwi siekierą –  bo mu sprzedaliśmy fałszywe ruble transferowe i teraz przyszedł nas zabić – to wszystko zajmuje czas. Nawet jak Wołodia Własow (nazwisko zmienione) wywali nam ścianę w domu na blejdach i w towarzystwie kompanów z Afganistanu zacznie szturm na nasze mieszkanie w bloku na 8 piętrze, to minie kilka sekund zanim założymy protivogaz, przeładujemy PK z którym śpimy na kolanach i zaczniemy się ostrzeliwać zza wersalki.

Analizując dalsze możliwości:

Płatni mordercy – podejdą do nas w tramwaju i strzelą nam w głowę. Z rewolweru. Umrzemy. Odpada.

Napad na bank – stoimy w kolejce, przed nami dziwny facet o ciemnej karnacji. Kiedy schyla się po teczkę, zza paska wypada mu klamka. Strzelamy do niego w plecy 14 razy skanując trzysta sześćdziesiąt, omiatając bronią teren całej placówki SKOK Wołomin, w której się właśnie znajdujemy z zamiarem likwidacji wszystkich lokat zanim smutni panowie, którzy nigdy nie byli w WSI okradną nas do końca. Zatrzymaliśmy napad.

Niestety nie. Zabiliśmy tylko kolegę w drodze na strzelnice, który akurat miał ze sobą broń. Przypadkiem. Bo ją nosił przypadkiem codziennie z amunicją Federal P+ JHP. Bo strzela do tarczy czasem w weekendy. Nawet jak faceci w kominiarkach wpadną do banku i zaczną wentylować sufit seriami z AKSU opróżniając zawartość podpiętych do automatów magazynków bębnowych, krzycząc: всички на земята , защото ние ви убие ! …to mając broń przy sobie, należało by te 3-4 sekundy odczekać zanim zaczniemy do nich walić. Ale hej, ja wam życia układać nie będę. Możecie strzelać od razu. W zeszły czwartek już odjebaliście jednego gościa w banku, do trzech razy sztuka. Może teraz się uda.

Konfrontacja biznesowa – przychodzimy do firmy po towar, kładziemy gotówkę na stół. WTEM! Nasz kontrahent wyciąga pistolet, my błyskawicznie dobywamy broń i strzelamy mu w głowę. To ma sens. No ale jak już handlujemy takim towarem gdzie możemy zostać zabici z zaskoczenia, to chyba czas zmienić profesję albo zastrzelić wcześniej kontrahenta w tramwaju. Patrz dwa punkty wyżej. W jakim świecie ludzie przechodzą od rozmowy o zbiorach numizmatycznych i oglądania klaserów do strzelania sobie w głowę? Nie wiem. Widziałem to tylko na filmach jak gangsterzy zabijają kolegów – z przystawki z rewolweru strzałem w głowę. Wydaje się że bardziej zasadna w takiej sytuacji była by nauka swobodnego spadania na dywan z pozycji stojącej wyprostowanej. Albo sztuka spektakularnego krwawienia na samochodową tapicerkę.

Jedyne logiczne wytłumaczenie, jakie znalazłem, a myślę o tym od kilku tygodni (pamiętajcie że mam dużą głowę, procesy u mnie zachodzą szybciej niż u zwykłych ludzi) jest takie że to szkolenie ma na celu trening przed zabiciem policjanta. To jest jedyny sens. Strzelec wchodzi w konfrontacje już z zamiarem zabicia funkcjonariusza i teraz tylko czeka na okazje. Szkolenie dla płatnych morderców podczas rutynowej kontroli dokumentów w Grudziądzu. Być może nocą. Delikwenta zatrzymuje patrol milicji, ten im daje papiery, kiedy oni mają ręce zajęte – strzela im w głowę trypletami, skanuje, (BAM!! BAM BAM !!! BAM BAM BAM BAM BAM BAM (SKAN!) BAM BAM!!! BAM BAM BAM!!!) …i idzie dalej. Wtedy takie szkolenie ma sens jeżeli to jest zamiar końcowy.

Zastanawiałem się nad źródłem takiej projekcji rzeczywistości dwubiegunowej. Odpowiedź była ewidentna. Jak prawda, ukryła się na widoku. Wszystko rozbija się o popularny sposób noszenia broni z lufą skierowaną w jądra i prącie męskie, czyli tzw “appendix carry” (bez angielskiego się nie obejdzie) ale ja na to wolę mówić noszeniem robaczkowym – wyrostek robaczkowy jest trochę z boku, przynajmniej był na tych ludziach, których rozcinałem, ale chyba taka nazwa jest bardziej egzotyczna niż bezskutecznie postulowany przeze mnie format: “jądrostrzał“. Czyli klamka w spodniach, na jajach. Bardzo ciekawy sposób przenoszenia broni. Skuteczny pod warunkiem że przemieszczamy się przez życie w krótkich spodenkach i podkoszulku, (teraz się nie dziwię dlaczego kontrahent chciał nas zastrzelić) gdyż dobycie broni z tej pozycji wymaga pewnych prestidigitatorskich umiejętności – jedna ręka podnosi do góry koszulkę, druga wyciąga klamot – i pod warunkiem że nie odstrzelimy sobie jąder, nie nosimy fraka, koszuli wpuszczonej w spodnie, spodni z paskiem, skórzanego płaszcza, gorsetu, koszulka nie zaplącze nam się w pistolet, lub jesteśmy otyli (dla kałdunowców ten sposób noszenia się nie nadaje) pod warunkiem że wyfrezowany zamek ZEV nie zahaczy się o koszulkę, pod warunkiem że celownik holograficzny z przystawką powiększającą nie zahaczy o spodnie i wszystkie inne możliwe permutacje tej katastrofy zostaną spełnione, pistolet znajdzie się w rękach użytkownika i będziemy mogli strzelić ofierze (bo raczej nie napastnikowi) w głowę.

Trzymanie broni w linii prącia, jest sposobem na przedłużenie deficytu męskości, oprócz oczywistego już faktu posiadania broni. Wystrzał na krótkim dystansie, w szybkim tempie, jest niczym innym jak próbą kontroli dysfunkcji seksualnej. Sam akt projekcji zabicia ofiary jest bardzo męski, gdyż zabicie uzbrojonego przeciwnika jest szczytem manifestacji męskości,  a zabicie wszystkich mężczyzn na planecie gwarantuje dostęp do wszystkich kobiet i dominację własnych genów, co jest jedynym namacalnym sensem istnienia. Ten trening można porównać do formy masturbacji, która sama w sobie jest odruchem naturalnym lecz nie prowadzącym do prokreacji, tak samo walenie do tarczy z przystawki jest uwstecznieniem nie mającym żadnego wpływu na realne umiejętności.

Akt -3 hamowanie transmarginalne 

Pewną ewolucją tego treningu jest popularna “praca na samochodzie” polegająca na spektakularnym ostrzelaniu własnej osoby odłamkami szkła z wewnątrz wraku samochodu ściągniętego na teren strzelnicy. Taki trening jest poprzedzony wpisami: “zapraszamy na samochód“, “już za tydzień samochód“, “podstawy pracy na samochodzie” i oczywiście: “dynamiczne techniki walki w samochodzie bronią palną w wielowektorowej sytuacji taktycznej w środowiskach wstrząśniętych” itp. Im nazwa bardziej jest kretyńska tym przekaz szkolenia jest mniej wartościowy, lecz wszystkie zbliżają się do poziomu pseudonimu włoskiego instruktora.

Ten trening strzelecki polega na ostrzelaniu celów stojących bezpośrednio przy samochodzie, wyjście z pojazdu i kontynuacja wymiany ognia z tworami własnej wyobraźni na dalszym dystansie. Ponownie należy odrzucić jakiekolwiek zastosowanie wojskowe, gdyż taki trening nie jest znany żadnej formacji wojskowej na tej planecie, rzeczywistej lub wyimaginowanej, a prosty fakt opancerzenia pojazdów wojskowych wyklucza przestrzelenie przedniej szyby.

Kolejny fakt na kursie kolizyjnym z rzeczywistością jest strzelanie przez osobę na miejscu kierowcy do jakichkolwiek celów. Jeżeli strzela to znaczy ze nie trzyma kierownicy, to znaczy że pojazd stoi a to niestety znaczy że kierowca nie żyje. Kierowca jest zresztą pierwszym i głównym celem ognia npla i strzelanie do kogokolwiek jest jego ostatnim problemem. Warto przypomnieć historyczne fiasko planowania słynnej akcji pod arsenałem, gdzie mechanizm zatrzymania ciężarówki z więźniami był najsłabszym ogniwem i niemal doprowadził do klęski całej operacji. Dygresja historyczna.

Służby ochrony VIP również nie mogą być przedmiotem takiego szkolenia, gdyż na ulicach Medellin załoga policyjnego samochodu zostaje z reguły zabita przez motocyklistów uzbrojonych w dwa pistolety maszynowe klasy Ingram 11 strzelających z zaskoczenia, z dystansu 25-35 centymetrów. Takie sceny dobrze widać w filmie dokumentalnym Narcos (warto zobaczyć na Netflix w przerwie od Dżutub, jako źródłowy materiał szkoleniowy). Służby typu BOR lub Secret Service, kiedy są zagrożone atakiem w formie zasadzki, również posiadają samochody opancerzone. Jeżeli nie posiadasz samochodu opancerzonego to znaczy że nie robisz niczego w życiu co wymagało by szkolenia strzeleckiego – jesteś za biedny i mało znaczący żeby ktokolwiek chciał Cię zabić. A nawet jak już, to jest opcja strzału w głowę kiedy rano będziesz jechał windą wyprowadzić psa. Jak już masz tak zrobione w bani, to prawdopodobnie masz psa, którego trzeba wyprowadzać z domu bo inaczej nasra na dywan. Więc wszystko jest możliwe.
Jedynym logicznym zastosowaniem takiego szkolenia jest ćwiczenie zabicia policjantów z drogówki. Nawet tarcze ustawione są w podobny sposób. Policjant zatrzymuje samochód do rutynowej kontroli, i na sygnał dowódcy komanda śmierci jadącego tym pociągiem wyobraźni, jest zabijany – reszta projekcji to już odegranie scen z filmu “Gorączka” gdzie w rolę gangsterów z bronią maszynową wcielają się Robert De Niro, i jeszcze szczupły Val Kilmer. Mówiąc o broni maszynowej. Nie chcę się czepiać, ale po co to całe szybkie strzelanie? Wszystkie służby na świecie mają dostęp do broni maszynowej. Jak musisz szybko strzelać żeby udawać karabin maszynowy, to znaczy że nie masz karabinu maszynowego, a to znaczy ze prentkie strzelanie nie jest Ci do niczego potrzebne. Dygresja. Widząc samochód na strzelnicy, należy spokojnie, i powoli się wycofać do domu, zażyć letniej herbaty. Odpocząć. Nikt do Was nie strzela i nie będzie strzelać, a jak będzie to po prostu umrzecie zabici na śmierć w samochodzie. Co może robić 2-3 uzbrojonych w karabinki samopowtarzalne dorosłych mężczyzn z brodami, w czapkach z daszkiem w zatrzymanym na strzelnicy wrakiem samochodu w środku lata, będąc równocześnie w cywilu jest znowu poza moją percepcją. Jak wiele spraw.
Podsumowując. Włoski instruktor cierpi na bardzo poważne zaburzenia psychiczne manifestujące się szeregiem perseweracji, których z definicji nie kontroluje. Strzelanie do tarczy z jednego metra jest wyścigiem paranoidalnej wyobraźni z projekcją dwubiegunową. Strzelanie przez szybę z wraku samochodu do tarczy przyśpiesza statystycznie pewną, przypadkową i tragiczną śmierć na strzelnicy, kiedy kolejny raz ludzie bez podstaw nauczają na podstawie interpretacji filmów z Dżutub technik, których amatorscy odbiorcy hobbystycznego przekazu nigdy nie wykorzystają. Jedyna namacalna wartość tych szkoleń to stworzenie śmiertelnego zagrożenia dla siebie i wszystkich kursantów. Zdrowy rozsądek jest w tej sytuacji taki sam jak kierowca przedmiotowego pojazdu – martwy.
#Prezes

Koszyk