Misjonarze z Dywanowa. Polski Szwejk na misji w Iraku Część I. Pinky, czyli nowicjusz

34.90

Kup ten zajebisty produkt i zdobądź 34 Pkt! Wartość 1.70! (musisz być zalogowany)

Autograf

Dedykacja autora

Opis

Zapewne każdemu znane jest powiedzenie: „znaleźć się w niewłaściwym miejscu w niewłaściwym czasie”. O trafności tego porzekadła mógł się przekonać szeregowy Piotr Leńczyk, który wskutek nieszczęśliwego zbiegu okoliczności zostaje przez przypadek wysłany na misję stabilizacyjną do Iraku. Warto przy tym zaznaczyć, że Leńczyk ma rzadki dar ściągania na siebie kłopotów, z których wychodzi zawsze cało. Cechuje go też niezwykła zdolność do zadawania bezpośrednich, nierzadko niestosownych i nieco bezczelnych pytań nieodpowiednim osobom, od razu staje się więc istnym dopustem bożym dla swych dowódców. Można by rzec, że sam aż pcha się w ramiona jakieś katastrofy, jednakże młody szeregowy przy całej tej swojej niefrasobliwości jest jak kot: za każdym razem spada na cztery łapy. Stale głodnego, gapiowatego i trochę głupkowatego Leńczyka można z powodzeniem przyrównać do postaci filmowego Grzegorza Brzęczyszczykiewicza z „Jak rozpętałem drugą wojnę światową” lub Forresta Gumpa z książki Winstona Grooma.

Część pierwsza „Misjonarzy z Dywanowa” przybliża zwykłemu czytelnikowi ten okryty nutką tajemnicy świat wojska. Władysław Zdanowicz zawarł w swej powieści garść informacji technicznych związanych ściśle z armią, lecz ich ilość jest tak wyważona, że nie przeszkadza ona w swobodnym odbiorze książki. Autor opowieść swą opiera na trzech typach bohaterów: pierwsi są bardzo lojalni i wierni regulaminom, drudzy nie stronią od nadużyć i przekrętów, a trzeci oscylującą gdzieś po środku. Tę ostatnią grupę reprezentuje właśnie Leńczyk, czy chociażby plutonowy Zalewski. Nie ukrywam, że Zdanowicz w „Misjonarzach…” stosuje język podwórkowy, z dużą ilością przekleństw, który gdzie indziej mógłby kaleczyć co wrażliwsze oko, jednakże zważywszy na tematykę książki oraz konieczność stosowania wojskowego slangu tutaj w najmniejszym stopniu mi nie przeszkadzał.

„Misjonarze z Dywanowa” to powieść dowcipna, pełna groteskowych, często absurdalnych sytuacji rodem z filmu Barei. Z książki dowiemy się między innymi, czym jest mistyczna i grasująca w armii amba, gdzie leży tytułowy Dywanów oraz czemu pomylenie roweru z popularną marką samochodu może mieć dalekosiężne skutki. Wprawdzie wydawać by się mogło, że powieść ta jest głównie rodzajem satyry na przywary polskiego wojska, gdzie butelka i słowo-wytrych na „k” otwiera wszystkie drzwi, jednakże ma ona drugie, ukryte dno. Jest to przede wszystkim historia młodych żołnierzy umieszczonych w obcej dla siebie rzeczywistości, w której zmuszeni są się odnaleźć. Częstokroć wielu z nich dopiero wkroczyło w wiek dorosły, lecz już spoczywa na nich ogromne brzemię. Cierpliwie i z pokorą zobowiązani są znosić rozłąkę z rodziną, trudy życia na obczyźnie oraz ciągły strach związany z niepewnością jutra. Stale towarzyszy im obawa przed niewidzialnym zagrożeniem, które może nadejść niespodziewanie z każdej strony.

Masz pytania?


Koszyk