Opis
Jest rok 1942. Sahara. Miejsce tak gorące, że jajecznica smaży się bezpośrednio na pancerzu czołgu, a fatamorgana pokazuje nie wodę, lecz kufel zimnego napoju z pianką.
To właśnie tutaj, pośrodku Wielkiej Patelni, operowała elitarna jednostka, o której podręczniki historii milczą (głównie dlatego, że historycy zrobili się głodni podczas pisania). Mowa o Afrika Porks – specjalnym korpusie ekspedycyjnym, którego jedynym celem było zabezpieczenie strategicznych zasobów kalorii.
Sytuacja na froncie: Morale było wysokie, ale zapasy smalczyku topniały w zastraszającym tempie. Dowódca, generał brygady Knurmel, spojrzał na mapę taktyczną. Nie szukali ropy. Nie szukali miast. Szukali legendarnej Oazy Wiecznego Grilla, gdzie wedle wywiadu znajdowały się złoża najrzadszego surowca na pustyni: Sosu Barbecue.
– Panowie! – zakrzyknął generał, poprawiając hełm, który służył mu również jako miska na gulasz. – Przeciwnik jest bezlitosny. Upał chce nas wytopić, a piasek włazi w tryby naszych maszynek do mielenia. Ale my się nie poddamy! My jesteśmy Afrika Porks!
Decydujące starcie: Na horyzoncie pojawiła się samotna palma – dokładnie taka, jak w godle jednostki. To był znak. Pod palmą jednak nie czekał wróg. Czekał tam najgroźniejszy przeciwnik każdego szanującego się wieprzowego żołnierza: Oddział Dietetyków Pustynnych, uzbrojonych w sałatę i gotowane na parze brokuły.
Generał Knurmel nie wahał się ani chwili. – Widelce w dłoń! – rozkazał.
To nie była bitwa na kule. To była bitwa na smak. Kiedy żołnierze Afrika Porks wyciągnęli swoje taktyczne widelce (widoczne na załączonym obrazku), powietrze zapachniało pieczoną karkówką. Siła aromatu była tak potężna, że Dietetycy skapitulowali, porzucając jarmuż i prosząc o dokładkę.
Epilog: Legenda głosi, że Afrika Porks nigdy nie przegrali żadnego obiadu. Do dziś, gdy wiatr wieje od strony pustyni, można wyczuć delikatną nutę majeranku i dymu wędzarniczego. Ich motto brzmiało: „Gdzie inni widzą piasek, my widzimy panierkę”.






